OPOWIEŚCI O DUCHACH


Każdy ma swoje zwyczaje. 
Jednym z moich jest rysowanie przy filmach dokumentalnych. 
Ze względu na to, że większość z nich już widziałam często muszę pocieszyć się jakimś pseudo-dokumentem popularnym. 
Wtedy mój wybór najczęściej pada na programy o seryjnych mordercach, katasrofach lotniczych i morskich, nazistach, historii i duchach. 
Wczorajszego wieczoru mój wybór padł właśnie na duchy.

Nie jest wcale tak, że wierzę w duchy i oglądam programy o nich z napięciem i ciarkami na plecach. 
Co to to nie...
Są to programy, które nie są zobowiązujące, nie przykuwają większej uwagi, więc mogę przy nich spokojnie pracować, na co ze względu na to, że jestem takim małym synestetykiem nie pozwala mi muzyka. Programy o duchach, dodatkowo często włączam kiedy chce mi się spać, a nie mogę zasnąć. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. 
Te programy są tak naciągane, że aż śmieszne. Po godzinie śmiechu jestem wyczerpana i łatwiej mi zasnąć. No i tak wczorajszego dnia usłyszałam jedną z bodaj najzabawniejszych mądrości telewizyjnych. Sytuacja wyglądała tak...


Biedna Karen.. Musi ją otaczać z tuzin duchów, a nadal wytrwale nawiązuje z nimi kontakt. 
Drogie panie, jak was wzdyma bójcie się! 
Duchy są w pobliżu!!! 
Czytaj więcej >

BO NIE KAŻDY PRINC CZARMING JEST CZARMING...


Są takie momenty, 
kiedy obserwując naszych partnerów opadają nam kokardy. 
Tyle razy zastanawiam się na co mi to było?
 Te całe wplątywanie się w związek. 
Słyszę tylko, że coś źle robię, a innym razem nienajlepiej wyglądam, a sprawy intymne zaczynają przypominać wizytę u lekarza. 
No dobra na szczęście, aż tak strasznie nie jest! ^_^
No, ale chyba łapiecie o co chodzi?

Kiedy mija etap zauroczenia i starania się o siebie, nagle musimy zmierzyć się z codziennością, która romantyczna raczej nie jest. Łatwo wtedy poddać się i rzucić papierami. 
Potem trochę poboli i znowu pakujemy się w kolejnego princ czarminga. I co?! 
Najpierw jest najlepiej na świecie, a potem znowu do drzwi puka rzeczywistość. 
Nie jestem romantyczna. Dla mnie szczyt romantyzmu to buziak w czoło od partnera na dzień dobry. 
Kwiatki, bombonierki są dla mnie jakieś takie krępujące. 
I z jednej strony, wielu facetów mogłoby pozazdrościć mojemu, że nie musi wydawać kasy na duperele i zabierać mnie do drogich restauracji. Z drugiej strony mój princ czarming ma czasami pod górkę i musi bardziej kombinować. 
Nie należymy też pewnie do najzwyczajniejszych par.

Pewnego dnia, kiedy idąc na zajęcia rozmyślałam sobie o moim panie princ czarmingu i jego kolejnej wpadce, usłyszałam coś co podniosło mnie na duchu. 
Tak, tak.. 
zadziałał motyw "sąsiada ze złamaną nogą"- ale przyznajcie że sami też tak macie! 
Poprostu raz na jakiś czas, warto zobaczyć swój problem z innej perspektywy i zrozumieć że mogło być gorzej. Wtedy ten nasz problem wydaje się taaaki malutki. 
( A jaki czarming staje się nasz princ! )

Pozdrowienia dla Wszystkich romantycznych! ^_^




Czytaj więcej >

DAWNO DAWNO TEMU...


Dawno dawno temu, kiedy byłam nastolatką, moja mama przyszła z banku bardzo rozbawiona. 
Były to jeszcze czasy, kiedy internet nie był tak powszechny, a przelewy bankowe można było realizować jedynie osobiście. 
Pamiętam jako dzieciok momenty zniecierpliwienia i wielkiej nudy, kiedy stało się przy udzie zmęczonej matki, objuczonej torbami pełnymi zakupów w oczekiwaniu do okienka bankowego. 
Czas się dłużył i co chwilę ciągnęło się matkę za płaszcz, rękaw, torbę, spodnie i co tam jeszcze było pod ręką i nakłaniało do powrotu do domu. 
Mi nigdy takie miauczenie przy udzie mamy się nie udało. 
Nigdy nie byłam w stanie użyć odpowiedniego argumentu, żeby natychmiast opuścić niekończącą się kolejkę i wrócić nudzić się do domu. 
Pewnego jednak dnia, kiedy byłam już nastolatką, moja mama była świadkiem pewnej sytuacji, która chcąc nie chcąc, stała się naszą rodzinną anegdotką. 
Otóż tego dnia kiedy moja mama była w banku ustawiła się w kolejce tuż za młodą mamą i jej dwu albo 3-letnim synkiem. 
Mały jak to dziecko wiercił się, zadawał miliony pytań, marudził- ciężko pracował nad tym, by stać się wielkim bolesnym wrzodem, który przestanie dokuczać tylko i wyłącznie po osiągnięciu swojego celu- wyjściu z tego nieprzyjaznego miejsca. 
Kolejka była coraz krótsza, a maluch nadal się nie poddawał, mimo że przerwy pomiędzy kolejnymi atakami zrzędzenia stawały się coraz dłuższe. Młoda matka, mimo wyraźnego zmęczenia dzielnie wysłuchiwała swojego synka, cierpliwie i konsekwentnie obstawiając przy swoim. Stojąc już niemal przy okienku, kobieta jednak z kretesem poległa, gdy synek użył pewnego argumentu, z którym żaden rodzic w miejscu publicznym nie będzie walczył.



Czytaj więcej >

DZIĘKUJDZIAD Z CAŁEGO SERDUCHA!



 Oj.. nie było mnie jakiś czas... 
Wybaczcie ale przeprowadzka z 7-miesięcznym berbeciem w brzuchu, idą znacznie wolniej, niż te bez pasażera na gapę. 
Teraz jestem już na "nowym". 
Za moment zacznie się zapewne te wielkie budowanie gniazda, o którym coś tam przeczytałam na jakimś zabawnym forum, dla kobiet z "obciążeniem brzusznym".

Ale nie o tym, nie o tym... 
Ogólnie zerknęłam sobie dziś na statystyki i z wielką przyjemnością odkryłam, że na mojego bloga weszło duuuuuużo więcej osób niż przypuszczałam. 
Chciałabym za to serdecznie podziękować WSZYSTKIM, którzy zdecydowali się poświęcić moim wypocinom choć kilka sekund. 
To takie niesamowicie ciepłe uczucie, kiedy się widzi zainteresowanie ze strony nie rodziny czy znajomych, a zupełnie obcych osób. 
To najlepsza nagroda jaką można otrzymać! 
Przyznam się Wam,
 że mój blog miał powstać znacznie wcześniej niż powstał. 
Miałam zacząć w styczniu... 
Jednak no cóż, jestem technologiczną melepetą. Do dziś serfując po internecie, boję się że kiedy nacisnę coś, albo skomentuję albo ło jejku jejku nie daj bosze ściągnę to mogę rozpocząć niebezpieczny łańcuch zdarzeń zwieńczony wybuchem bomby atomowej czy coś. 
Tak, tak jetem okropnym tchórzem.
 I tak, boję się co chwilę, że moje decyzje mają swoje konsekwencje, których cofnąć się nie da, a to mnie przecież jakoś określa, no i ogranicza, a przez to można się nabawić klaustrofobii! 
(Teraz sobie możecie wyobrazić jak przeraża mnie mój rosnący, BA! żyjący brzuch!)
  
Ale nie o tym nie o tym...
Dzisiejszy post MUSZĘ i BARDZO CHCĘ zadedykować dwóm wspaniałym dziewczynom, dzięki którym mój blog ujrzał światło dzienne. 
Otóż, będąc tchórzem potrzebowałam przewodników, by zdecydować się na zrobienie tego kroku. Kilka lat temu, kiedy studiowałam po raz pierwszy, poznałam dwie wspaniałe dziewczyny, które same się na stanowisko "przewodnika" zgłosiły i z wielką cierpliwością stoją na straży, poświęcając swój czas i mobilizując mnie do dalszego działania. 

Sytuacja, którą dziś Wam zilustrowałam, tak na prawdę powinna być opublikowana pierwszego dnia, ponieważ miała miejsce właśnie wtedy. No ale cóż... pojawia się teraz. Jeszcze raz :
OLA I POLA - DZIOŁCHY MOJE KOCHANE DZIĘKUJDZIAD Z CAŁEGO SERDUCHA ZA TO ŻE DAŁYŚCIE MI TEGO BLOGA!!! ^_^ Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam i będzie coraz lepiej.



Czytaj więcej >

FORUM DLA MŁODYCH MAM


Może jestem dziwna, ale nie wierzę w przesądy. 
Ogólnie to poza nauką nie wierzę w nic.
 Może jestem takim "duchowym Kononowiczem" - nic na to nie poradzę. Żyjemy w czasach, kiedy naszą niewiedzę, staramy się nadrobić łatwym dostępem do "wujka Google". 
Pewnie zadziwię wielu, ale nawet ja czasami korzystam z jego usług. I wiecie co?! 
Był taki moment, że szukałam "wiadomości papmersowych".
 Wchodzę ja sobie na pewne forum dla młodych mam...
A tu nagle taki kwiatek!
No i jak mogłam sobię tego nie wyobrazić tak jak to się właśnie uczyniło w mojej głowie?!





Szczególne pozdrowienia dla Beki z mamuś na forach ^_^


Czytaj więcej >

NIESPODZIANKI


Nie ma wątpliwości... 
Psy i koty różnią się od siebie diametralnie. 
Osobiście, mimo że miałam dwa najkochańsze psy, to jednak koty, których kiedyś nie lubiłam, podbiły moje serce.  
Mam wrażenie, że różnica między kotami a psami jest podobna do tej pomiędzy kobietami a mężczyznami.

Psy są proste w obsłudze jak cep i trzeba się nimi cały czas zajmować jak dzieckiem..eee... taki facet no... 
Koty z kolei: chodzą własnymi drogami, lubią być miziane(ale tylko wtedy kiedy mają na to ochotę), no i ogólnie lepiej kota nie prowokować kiedy ma humorki bo się zemści. 
Czyli zupełnie jak baba.

A jak już jestem przy zemstach.. 
Pies jak się zesra w ramach zemsty - wstydzi się tego. 
Kot z kolei nie tylko ma wyrąbane na Twoją reakcje przy odkryciu "niespodzianki", ale dodatkowo z ciekawością będzie się przyglądać całemu procesowi usuwania jej, zupełnie jakby zaczęło się przedstawienie, na które czekał od dawna z utęsknieniem.
Przedstawienie jest tym bardziej ciekawe kiedy "niespodziankę" odkrywacie tuż przed wizytą teściowej.

Pozdrowienia dla wszystkich sierściuchomanów!




Czytaj więcej >

BIZNES-ŁOMEN Teejj


A słyszałam, że ponoć kobiety nie nadają się do planowania!
 Ponoć też nie potrafimy myśleć praktycznie! 
Ja się pytam:
RILI?!


Czytaj więcej >

ANEGDOTKI...


Czasami warto postawić się w miejscu takiego typowego Kowalskiego w podeszłym wieku, który po ciężkiej pracy na własnej roli, jedzie zatankować swoje cinkie-ciento, z nową kartą kredytową, tudzież nawet dotykową, na nowo otwartą stację paliwową.



Czytaj więcej >
DROGI PAMIĘTNICZKU czyli z życia Maronia © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka